W szkole to jeden z tych motywów, które wydają się banalne. Wszyscy przemijają, wszyscy umrą, nic odkrywczego. W literaturze - jedno z najtrwalszych zaklęć, jakie człowiek rzucił na czas. Od Księgi Koheleta po wiersze Szymborskiej, przez barok Naborowskiego i późną prozę Iwaszkiewicza, temat przemijania wraca w nieskończoność. Zmieniają się języki, gatunki, obrazy, ale przeczucie zostaje to samo: coś nam ucieka i nie da się tego zatrzymać. I chyba nikt jeszcze nie napisał na ten temat ostatniego zdania.
Skąd bierze się motyw przemijania
Najstarsze ślady prowadzą w dwie strony jednocześnie. Do Biblii i do filozofii greckiej. W Księdze Koheleta pada zdanie, które przez wieki będzie brzmiało jak echo: "Marność nad marnościami i wszystko marność" - w łacińskiej wersji vanitas vanitatum et omnia vanitas. Kohelet nie moralizuje, nie grozi piekłem. Po prostu patrzy na to, co robią ludzie, i wzrusza ramionami. Budują domy, gromadzą bogactwa, walczą o władzę - a potem wszystko idzie w niepamięć. Trudno o bardziej trzeźwe spojrzenie na ludzkie życie. Motyw przemijania w Biblii ma zresztą jeszcze jedno źródło - historię Adama i Ewy, po której "prochem jesteś i w proch się obrócisz" wchodzi do słownika zachodniej kultury na stałe.
Z drugiej strony mamy Heraklita i jego "panta rhei" - wszystko płynie. Do tej samej rzeki nie da się wejść dwa razy, bo już nie jest ta sama rzeka (a i człowiek już nie ten sam). W tle stoi też Horacy z carpe diem i formułą "non omnis moriar" - nie wszystek umrę. Ta ostatnia myśl okaże się jednym z najbardziej pojemnych naczyń w historii literatury. Zawiera w sobie i uznanie nietrwałości, i próbę wyjścia poza nią. Będzie do niej wracał Kochanowski, będzie Szymborska, w gruncie rzeczy każdy pisarz, który zadaje sobie pytanie, po co w ogóle pisze.
Motyw przemijania w literaturze średniowiecznej
Średniowiecze o przemijaniu mówiło głośno i obrazowo. "Rozmowa Mistrza Polikarpa ze Śmiercią" - polski utwór z XV wieku - pokazuje śmierć jako groteskową, rozkładającą się kobietę, która przychodzi po każdego. Bez wyjątku. Bez litości. Śmierć u Polikarpa jest niemal komiczna, ale to komizm, po którym robi się zimno. Uczony mistrz próbuje z nią dyskutować, negocjować, przekonywać - i przegrywa każdą rundę.
Równolegle w całej Europie kwitnie topos danse macabre, taniec śmierci. Papież, król, biskup, chłop - wszyscy w jednym korowodzie. Motyw przemijania w literaturze średniowiecznej ma bardzo konkretny cel: przypomnieć, że doczesność to przystanek. Prawdziwe życie zaczyna się po. Stąd wszechobecne memento mori - pamiętaj o śmierci. Nie jako groźba, tylko jako uczciwe ostrzeżenie w świecie, w którym średnia długość życia wynosiła jakieś trzydzieści kilka lat (i to jeśli przeżyło się dzieciństwo).
Renesans i barok - vanitas w rozkwicie
W renesansie Jan Kochanowski patrzy na życie z pewnym dystansem. Fraszka "O żywocie ludzkim" zaczyna się od zdania, które mogłoby być mottem całej epoki: "Fraszki to wszytko, cokolwiek myślemy, / Fraszki to wszytko, cokolwiek czyniemy". Nie ma tu jeszcze rozpaczy baroku. Jest raczej rezygnacja z odrobiną humoru. Życie jako teatrzyk, w którym gramy przypisane role, a potem kurtyna. Kochanowski pisze też Treny i tam żadnej lekkości już nie ma. Jest ojciec, który stracił córkę i patrzy, jak w ciągu jednej wiosny znika wszystko, co budował przez lata.
Barok idzie o krok dalej i o kilka głębiej. Poezja polska tej epoki wręcz nasyca się motywem vanitas. Mikołaj Sęp-Szarzyński w sonecie "O krótkości i niepewności na świecie żywota człowieczego" opisuje życie jako wojnę toczoną przez ducha z ciałem i światem. Daniel Naborowski w "Krótkości żywota" liczy życie dosłownie na uderzenia zegara: "Godzina za godziną niepojęcie chodzi: / Był przodek, byłeś ty sam, potomek się rodzi". W literaturze barokowej motyw przemijania zyskuje pełen słownik obrazów: klepsydra, czaszka, świeca, więdnący kwiat, bańka mydlana. Symbole, które potem pojawią się na dziesiątkach martwych natur i wrócą jeszcze w kinie XX wieku.
Motyw przemijania w literaturze XIX wieku - romantyczna nostalgia
U Adama Mickiewicza motyw przemijania przybiera formę tęsknoty za utraconym światem. "Pan Tadeusz", epopeja narodowa i jedno z największych świadectw polskiej literatury XIX wieku, jest w gruncie rzeczy wielkim aktem żałoby po Soplicowie - miejscu, którego już nie ma, kiedy wieszcz je opisuje. "Litwo, ojczyzno moja" to nie hymn. To lament kogoś, kto pisze z paryskiej emigracji o krainie dostępnej już tylko we wspomnieniu. Cały epos jest w istocie próbą uratowania świata, który przeminął.
Podobny ton wraca w Sonetach krymskich. Wędrowiec ogląda ruiny miast, których cywilizacja dawno zniknęła. Przemijanie u romantyków ma podwójne dno - z jednej strony smutek za tym, co odeszło, z drugiej przekonanie, że sztuka może to ocalić. Choć na chwilę, choć niepełnie.
Motyw przemijania w XX wieku - Iwaszkiewicz i Szymborska
"Panny z Wilka" Jarosława Iwaszkiewicza to jedno z najczystszych ujęć motywu przemijania w prozie polskiej. Wiktor Ruben wraca po latach do dworku, w którym spędził jedno lato z siostrami Wilkówien. Wszystko jest niby na miejscu - te same pokoje, te same twarze, te same nazwiska. A jednak nic już nie jest tym, czym było. Iwaszkiewicz nie musi wprost pisać, że czas jest okrutny. Wystarczy, że pokazuje, jak drobne gesty rozmijają się z pamięcią. Jak siostry postarzały się w sposób, którego bohater nie potrafi zaakceptować - bo dla niego są ciągle tamtymi dziewczynami z lata.
Wisława Szymborska podchodzi do tego z inną intonacją - trzeźwą, prawie chłodną. "Nic dwa razy się nie zdarza / i nie zdarzy" - to zdanie brzmi jak zapisanie oczywistości, ale kiedy się w nie wsłuchasz, jest w nim całe zaskoczenie życiem. W "Kocie w pustym mieszkaniu" przemijanie widziane jest oczami zwierzęcia, które nie rozumie, dlaczego ktoś nie wraca. Bez wielkich słów, bez patosu. Ostatecznie właśnie ta oszczędność środków u Szymborskiej robi największe wrażenie.
Warto jeszcze wspomnieć "Dolinę Issy" Czesława Miłosza - opowieść o dzieciństwie w krainie, której granice przesunęły się nie tylko na mapie, ale i w pamięci. Refleksji nad sensem istnienia jest tam całe morze, choć autor nie sięga po wielkie deklaracje. Motyw przemijania w tekstach kultury XX wieku bywa właśnie taki - cichy, uważny, bez podniesionego głosu.
Non omnis moriar - sztuka jako odpowiedź na przemijanie
W całej tej historii kryje się jedno pęknięcie, jedno miejsce, w którym literatura próbuje się buntować. Formuła Horacego "non omnis moriar" wraca u Kochanowskiego ("O sobie"), u Szymborskiej ("Nagrobek"), u dziesiątków innych autorów. Idea jest prosta: ciało umrze, ale wiersz zostanie. Nazwisko przetrwa. Ktoś to jeszcze przeczyta.
Czy naprawdę zostaje? Trudno powiedzieć jednoznacznie. Ile średniowiecznych utworów przetrwało tylko dlatego, że jakiś skryba miał akurat czas je przepisać? Ile trafiło do pieca, kiedy zabrakło pergaminu? Motyw przemijania w literaturze różnych epok jest o tyle uczciwy, że nie obiecuje nieśmiertelności na pewno. Obiecuje tylko próbę - i to jest chyba jedyna uczciwa obietnica, jaką można w tej sprawie złożyć.
Dlaczego motyw przemijania wciąż wraca
Prawda jest chyba taka, że nie mamy na to lepszej odpowiedzi niż literatura. Filozofia analityczna nie pociesza. Psychologia daje techniki radzenia sobie, ale nie zdejmuje ciężaru. A wiersz Szymborskiej albo fragment Iwaszkiewicza potrafi - na chwilę - sprawić, że przemijanie przestaje być tylko powodem do smutku i staje się czymś, na co warto patrzeć uważnie. Może właśnie dlatego w każdej literaturze pięknej, jaka powstała, motyw ten wraca w nowych szatach.
Naszym zdaniem, na podstawie kilkunastu lat spędzonych wśród książek, najciekawsze bywają utwory, w których przemijanie nie jest głównym tematem, tylko podszewką. Bo tam czuć, że autor nie pisze o czasie z założenia. Po prostu zauważa, że czas nie stoi. I to zauważenie zostaje w czytelniku dłużej niż niejedna deklaracja.