Stare ikony potrafią zaskoczyć. Wchodzisz do prawosławnej cerkwi albo trafisz na dobrą wystawę sztuki sakralnej i powoli zaczynasz zauważać, że pewien układ trzech postaci powtarza się wszędzie. Chrystus w centrum, Maryja po jego prawej stronie, Jan Chrzciciel po lewej. Oboje zwróceni ku niemu, jakby w połowie gestu, jakby właśnie zaczęli prosić. To nie artystyczny kaprys - to deesis, jeden z najtrwalszych motywów w historii chrześcijańskiej ikonografii. I - co może zaskoczyć - motyw, który ma swoją literacką realizację w najstarszym zachowanym polskim tekście.
Deesis - słowo, które mówi wszystko
Nazwa pochodzi z języka greckiego i oznacza modlitwę, błaganie, wstawienniczą prośbę. Trudno o trafniejszą nazwę: sam termin opisuje dokładnie to, co widzimy na obrazie. Maryja i Jan Chrzciciel modlą się do Chrystusa - ale nie w swoim imieniu. Proszą za całą grzeszną ludzkością, która stoi przed obliczem boskiego Sędziego.
Idea wstawiennictwa świętych jest jedną z centralnych w średniowiecznej teologii chrześcijańskiej, szczególnie w tradycji wschodniej. Człowiek, słaby i omylny, nie ma odwagi stanąć sam przed Chrystusem jako Pantokratorem i Sędzią ostatecznym. Potrzebuje pośredników - kogoś, kto go poprzedzi, kto przemówi w jego imieniu, kto poprosi o miłosierdzie. W układzie deesis tę rolę pełnią dwie najważniejsze postacie chrześcijańskiej tradycji: Matka Boża i Jan Chrzciciel.
Ikonografia deesis - kompozycja trzech postaci
W klasycznym przedstawieniu Chrystus siedzi lub stoi w centrum jako Pantokrator - Władca Wszechrzeczy, Zbawiciel i Sędzia zarazem. Wyraz twarzy skupiony i surowy, w dłoni Ewangelia lub gest błogosławieństwa. Po jego prawej stronie (z perspektywy patrzącego - po lewej) stoi Maryja, Matka Boża. Po lewej stronie Chrystusa (dla widza - po prawej) staje Jan Chrzciciel, prorok i poprzednik Mesjasza. W tradycji wschodniej często przedstawia się go z anielskimi skrzydłami - bo prawosławna ikonografia widziała w nim wysłannika nieba, który przygotował drogę Zbawicielowi.
Obie postacie są lekko pochylone ku Chrystusowi. To nieprzypadkowy gest pokory i błagania. Dłonie uniesione lub złożone w modlitwie wstawienniczej. Ze względu na trzy centralne figury kompozycję tę niekiedy określa się też mianem trimorfionu - od greckiego "trzy formy". Symetria układu jest znacząca: Maryja i Jan Chrzciciel stoją na równorzędnych pozycjach po obu stronach boskiego Sędziego, razem reprezentując prośbę całej ludzkości.
To nie jest zwykła dekoracja. To teologiczny program wyrażony środkami plastycznymi.
Deesis w sztuce - od Bizancjum do gotyku
Motyw deesis wyrasta z tradycji Cesarstwa Bizantyńskiego i przez całe średniowiecze był jednym z najczęściej powielanych wzorów w malarstwie sakralnym. Najsłynniejszym zachowanym przykładem jest mozaika z Hagia Sophia w Konstantynopolu, datowana na XIII wiek. Twarze Chrystusa, Maryi i Jana Chrzciciela mają w sobie coś prawie współczesnego - miękkie rysy, indywidualny wyraz, dalekie od hieratycznej sztywności wczesnych ikon.
W tradycji prawosławnej deesis zajmuje wyjątkowe miejsce w ikonostasie - zdobionej ścianie ikon oddzielającej nawę od sanktuarium w każdej cerkwi. Centralny rząd ikonostasu, zwany rzędem deesis lub wielkim deesis, ukazuje nie tylko Maryję i Jana Chrzciciela, ale też apostołów i świętych - wszystkich zwróconych ku Chrystusowi w geście błagalnej prośby. Efekt jest niezwykły: cały rząd postaci prosi razem, tworząc swoistą wizualną liturgię. Rosyjski teolog Siergiej Bułgakow, autor rozważań o teologii ikony, widział w ikonostasie coś więcej niż dekorację - zapis wiary wyrażony w materii i obrazie.
W gotyku zachodnim motyw deesis pojawia się równie często, choć w nieco innej formie - bardziej rzeźbiarskiej niż malarskiej. W Polsce najbardziej znany przykład to zwieńczenie ołtarza Wita Stwosza w Bazylice Mariackiej w Krakowie. Późnogotycki układ zachowuje klasyczną trójkę, lecz twarze i gesty są już realistyczniejsze, bliższe ludzkiemu wyrazowi. Przez wieki motyw deesis pojawiał się w fresku, mozaice, witrażu, rzeźbie i ikonie - trudno znaleźć medium sztuki sakralnej, które by go ominęło.
Motyw deesis w literaturze - Bogurodzica
Kto z nas pamięta, że Bogurodzica - najstarsza polska pieśń religijna i jeden z najcenniejszych tekstów w języku polskim - jest właściwie literacką realizacją tego samego układu, który widać na ikonach?
Podmiot liryczny tej pieśni modli się do Maryi, prosząc ją o wstawiennictwo u Chrystusa: "Twego Syna Gospodzina". Następnie pojawia się Jan Chrzciciel - "Krzciciela Bożyciela" - który ma pośredniczyć w kontakcie ze Zbawicielem. Schemat jest identyczny jak w ikonografii: modlitwa przechodzi przez Maryję i Jana Chrzciciela, zanim dotrze do Chrystusa jako ostatecznego Sędziego i dawcy zbawienia.
To nie przypadkowa zbieżność - Bogurodzica wyrasta z tej samej teologiczno-artystycznej tradycji co ikony i mozaiki. Jej twórcy (autorstwo jest nieznane do dziś) doskonale znali ikonografię chrześcijańską i świadomie przenieśli ten wzorzec w świat poetyckiej modlitwy. Motyw deesis w literaturze i deesis w sztuce to dwa oblicza jednej idei: wstawiennictwa i pośrednictwa między ludźmi a Bogiem.
Dlaczego właśnie Jan i Maryja?
Czemu akurat te dwie postacie? Czemu nie Piotr, Paweł czy któryś z apostołów?
Odpowiedź leży w symbolice obu postaci. Maryja jako Matka Boża ma do Chrystusa relację wyjątkową - jej wstawiennictwo jest macierzyńskie i intymne. Teologia katolicka i prawosławna rozbudowała jej rolę Orędowniczki: tej, która zna serce Syna i może do niego dotrzeć tam, gdzie zwykłe błaganie nie sięga. Jan Chrzciciel stoi z kolei na pograniczu Starego i Nowego Testamentu - był ostatnim prorokiem zapowiadającym Mesjasza i pierwszym, który go publicznie wskazał. Razem tworzą parę, która symbolicznie obejmuje całą historię zbawienia: proroctwo Starego Testamentu po jednej stronie, Matka, z której Chrystus przyszedł na świat, po drugiej.
W kontekście Sądu Ostatecznego - a deesis pojawia się w tym kontekście bardzo często - Chrystus jest surowym Sędzią, przed którym człowiek staje z lękiem. Maryja i Jan Chrzciciel to obrońcy: proszą o miłosierdzie, o łaskę, o nadzieję na zbawienie. To nie tylko konwencja teologiczna - to odzwierciedlenie głębokiej ludzkiej potrzeby: przekonania, że samemu trudno stanąć przed absolutem, że potrzeba kogoś, kto przemówi za nami.
Motyw deesis przetrwał wieki właśnie dlatego, że trafił w ten rdzeń. W mozaikach Bizancjum, w ikonostasach prawosławnych świątyń, w gotyckich rzeźbach i w słowach Bogurodzicy mówi to samo: pośrednictwo jest możliwe, zbawienie - osiągalne. Jeśli interesuje was ta tradycja w wydaniu książkowym, nasza kategoria książki religijne obejmuje pozycje z teologii, historii Kościoła i tradycji wschodniej.